Vincent
jednak nie wpadł pod autobus, ale byłem blisko! Prawie wpadł pod metro bo postanowił
pojechać do serca Londynu po coś z jakiegoś sklepu... No ale zamiast pisać o
tym jak prawie spełniły się moje marzenia to napiszę o wczorajszym posiedzeniu
u Nicolausa, którego wspomniałem po raz pierwszy w notce gdzie wspomniał o
Uniwersytecie Wrocławskim. Okazało się, że jefo współlokator z jakimś tam
powodów losowych musiał zrezygnować z nauki i Nicolaus postanowił to uczcić
(ten współlokator był z Rosji...). Poczęstował mnie pierogami ruskimi i
wytłumaczył, że mimo nazwy są one tak na prawdę polskie! Potem wyciągnął chyba
wodę i nalał mi ją do takiego małego kieliszka. No to ja rozbawiony
powiedziałem by wziął normlaną szklankę i nalał do pełna. Dziwnie na mnie popatrzył,
ale zrobił to co powiedziałem. Wypiłem zawartość szklanki i resztę dnia nie
pamiętam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz